Czy dwie połówki zawsze dają jeden?

Różnica między pożyczką a użyczeniem jest oczywista tylko dla specjalistów. W języku potocznym te dwa kontrakty w zasadzie zlewają się w jeden i to wcale nie tylko współcześnie. Rzymianie mieli ten sam problem. Pożyczka (mutuum) była kontraktem realnym polegającym na przeniesieniu na własność pożyczkobiorcy określonej ilości pieniędzy lub innych rzeczy oznaczonych co do gatunku. Dłużnik w określonym terminie powinien zwrócić tyle samo rzeczy tego samego gatunku. W przypadku użyczenia (commodatum) natomiast komodatariusz otrzymywał w detencję rzecz oznaczoną indywidualnie i po upływie terminu miał oddać tę samą rzecz w stanie niepogorszonym.

Philogelos 127: Abderyta dłużny komuś osiołka, nie mogąc go oddać, prosił, aby zamiast niego przyjął dwa muły.

 995b82f3383a689dadef351b0432df76--rome-antique-art-antique

W przytoczonym dowcipie przedmiotem umowy był osioł, rzecz oznaczona co do tożsamości. Dłużnik chciał jednak zamiast niego oddać dwa muły. O co chodzi? Otóż muł to „pół-osioł” i tak to słowo brzmi po grecku. Komodatariusz postawił się zatem w pozycji pożyczkobiorcy i proponował wierzycielowi zwrot nie „tego samego” lecz „tyle samo”. Pół osła i pół osła to cały osioł…

Mieszkańcy Abdery uchodzili za głupich, co znajdowało odzwierciedlenie w licznych żartach. Reputacja Abderytów ucierpiała zapewne wskutek działań Demokryta, który wyśmiewał ludzką głupotę, podając jako przykład zachowania współobywateli. Dodatkowy element komiczny stanowi w przytoczonym dowcipie fakt, że cena osła mogła być ponad dwu-, a nawet czterokrotnie niższa niż cena muła. Oferując zatem aż dwa muły, komodatariusz narażał się na potężną stratę.

Rekordowy konsulat

Jeśli chce się mieć władzę, trzeba sobie zapewnić poparcie. Wiedział o tym dobrze Cezar, który rozdawał na prawo i lewo urzędy, aby zaskarbić sobie wdzięczność wpływowych osób. Żeby jak najwięcej ludzi zmieścić na stołku (czy raczej krześle kurulnym) konsula, wykorzystywał każdą nadarzającą się sposobność.

Ostatniego dnia grudnia 45 roku p.n.e. zmarł urzędujący konsul Kwintus Fabius Maximus. Cezar nie mógł przepuścić takiej sposobności. Przerwał trwające zgromadzenie trybusowe, podczas którego mieli zostać wybrani kwestorzy i zamiast tego zwołał comitia centuriata, doprowadzając do wyboru konsula na pozostałą część roku. Zaszczyt ten spotkał Caniniusa Rebilusa, jego legata z czasów wojny galijskiej. Został on consul suffectus, czyli urzędnikiem dobranym w czasie trwania kadencji.

Wydarzenie to opisał Cyceron w liście do Marka Kuriusza (Ad familiares 7,30): …ogłosił go konsulem o godzinie siódmej, aby był nim do Kalend styczniowych, które miały nastąpić nazajutrz. I tak wiedz, że za konsulatu Caniniusa nikt nie zjadł śniadania. Nie zdarzyło się natomiast za tego konsulatu nic złego: odznaczał się bowiem niezwykłą czujnością ten, który podczas konsulatu nie zaznał w ogóle snu.

Te słowa pobrzmiewały goryczą. Cezar mógł sobie pozwolić na wszystko. Cyceron napisał dalej, że na widok tego, co się działo, trudno było powstrzymać łzy. Natomiast później jego złośliwości zostały uznane za doskonałe dowcipy. Makrobiusz (Saturnalia 2,3,6), poza żartem o czujności Rebilusa, dodał jeszcze jedną kpinę Cycerona: nie wiadomo za czyjego konsulatu Caninius był konsulem. Plutarch (Żywot Cezara 58,3) natomiast napisał, jakoby Cyceron, czekając w kolejce do złożenia gratulacji, mówił: „Pospieszmy się, bo się jeszcze temu człowiekowi konsulat skończy!”.

Jeden dzień konsulatu… Chyba sam Caninius nie zdążył sobie uświadomić, co się wydarzyło. Ale są i plusy: nic nie wydał na kampanię wyborczą!

Zawiłości kariery politycznej

Rzymski arystokrata za punkt honoru stawiał sobie podążanie tradycyjną ścieżką kariery politycznej (cursus honorum), przy czym ideałem było obejmowanie urzędów w najwcześniejszym możliwym momencie, czyli tuż po osiągnięciu przepisanego ustawą wieku (suo anno). Obowiązkowe etapy kariery obejmowały urząd kwestora, pretora i konsula, ale po kwesturze często obejmowano także edylat lub trybunat jako stadia pośrednie.

Niebagatelna była w tym wszystkim oczywiście rola wyborców, których decyzje często kształtowały kariery polityków. Sulla na przykład, zubożały arystokrata, późniejszy dyktator, rozpoczął cursus honorum wybrany kwestorem przez Mariusza, pod którego wodzą odniósł spore sukcesy militarne. Zakończenie działań wojennych pozwoliło mu na powrót do Rzymu i start w wyborach. W 99 roku p.n.e. zgłosił swoją kandydaturę na urząd pretora na kolejny rok. Był popularny, wręcz sławny, ale… przegrał. Dlaczego?

Plutarch, Żywot Sulli 5: Odpowiedzialność za jego porażkę należy przypisać ludowi. Wiedzieli o jego przyjaźni z Bocchusem i oczekiwali, że gdyby został edylem, urządziłby dla nich wspaniałe sceny polowań i walk z libijskimi dzikimi zwierzętami. Dlatego innych wybrali na urząd pretora, chcąc go zmusić do objęcia edylatu.

Otóż Sulla walczył w Afryce, doprowadził do zakończenia wojny królem Jugurtą, który wpadł w jego pułapkę dzięki zdradzie swego teścia Bocchusa, króla Mauretanii. Takie znajomości zgubiły Sullę w wyborach. Lud był łasy na igrzyska z udziałem egzotycznych zwierząt. Polityk nie mógł zawieść pokładanych w nim nadziei! A kto organizował widowiska? Edylowie. Gdyby Sulla od razu został pretorem, jego koneksje nie zostałyby wykorzystane.

Zadziałało? To ciekawa historia: rok później Sulla znowu zgłosił się jako kandydat na pretora, ale w kampanii wyborczej złożył obietnicę. Przyrzekł, że zorganizuje spektakularne igrzyska. I słowa dotrzymał. Jako pretor miejski urządził niezapomniane Ludi Apollinares.

igrzyska

Rózgi i topory

Najważniejsi rzymscy urzędnicy obdarzeni władzą zwaną imperium byli uprawnieni do eskorty liktorów, urzędników pomocniczych towarzyszących im w czasie wykonywania obowiązków. Konsulom przysługiwało 12 liktorów, pretorom – 2 w Mieście i 6 poza jego granicami, a dyktatorom – aż 24.

Symbolem władzy, jaką magistratus miał nad obywatelami i osobami znajdującymi się pod panowaniem Rzymu, były niesione przez liktorów pęki rózeg z wetkniętymi w nie toporami (fasces et secures). Miały one również zastosowanie praktyczne: rózgami można było wykonać karę chłosty, a toporem – skrócić kogoś o głowę, jeśli była taka potrzeba. Ponieważ jednak władza urzędników (z wyjątkiem dyktatora) była ograniczona przez prawo obywateli do odwoływania się od ich decyzji (provocatio ad populum), w samym Rzymie liktorzy nosili jedynie rózgi, a topory zatykali w nie tylko poza jego granicami.

consul

Pytanie o powody przyjęcia takiego akurat zwyczaju zadał Plutarch w Quaestiones romanae (82). Zastanawiał się, czy związanie rózeg w pęki ma być symbolicznym odwołaniem do tego, że urzędnik powinien trzymać nerwy na wodzy i nie działać pochopnie, czy też może powolne ich rozwiązywanie ma zapewnić opóźnienie pozwalające na zastanowienie i zmianę decyzji. Dodał też, że zło bywa uleczalne i na nie lekarstwem są rózgi, ale zdarza się, że nie da się go pozbyć inaczej, niż przez wycięcie toporem.

A Cezara i 24 liktorów nie uratowało…

(Nie) każdy może zostać senatorem

Wiele decyzji Cezara uznawano za kontrowersyjne. Co najmniej… Dlatego został zamordowany: posunął się odrobinę za daleko.

Za złe poczytywano mu na przykład dopuszczenie elit galijskich nie tylko do nabycia rzymskiego obywatelstwa, ale nawet do piastowania godności senatora. Tego nobilowie nie byli w stanie przełknąć. Nastroje społeczne były zdecydowanie wrogie. Sprzeciw manifestowano na różne sposoby. Wywieszono na przykład parodię edyktu:

Swetoniusz, Boski Juliusz 80,2: „Niech nikt nie pokazuje nowemu senatorowi drogi do kurii”.

Nowi senatorowie nie znali topografii Rzymu i jakiś dowcipniś uznał, że nie trafią do kurii senackiej, jeśli nikt im nie wskaże drogi. Do tego jeszcze na ulicach śpiewano:

Swetoniusz, Boski Juliusz 80,2: „

Galów wiódł Cezar w triumfie, on też w senatu progi.

Galowie porzucili spodnie, bramowane założyli togi.

Cezarowi wytykano, że do zaszczytów dopuścił przedstawicieli ludów podbitych, których wcześniej prezentował podczas procesji triumfalnej jako pokonanych barbarzyńców. I te spodnie – okropność… Zdecyduj się, Juliuszu!

Jak wytrzymać z żoną?

Państwo potrzebuje nowych obywateli, a zatem prokreacja jest jednym z warunków przetrwania danej społeczności. Dlatego też w Rzymie starano się nakłaniać obywateli do zawierania małżeństw i posiadania potomstwa. W okresie republikańskim konsekwentną politykę w tym zakresie prowadzili cenzorzy, początek pryncypatu przyniósł natomiast ustawy małżeńskie Augusta.

Powszechne przekonania rozmijały się jednak dość poważnie z pożądanym modelem. Żonę wielu Rzymian traktowało jak piąte koło u wozu, przykrą konieczność.

Aulus Gellius, Noce attyckie 1,17,4: Marek Warron w satyrze menippejskiej, którą napisał na temat powinności męża, stwierdził: „Wadę żony należy albo tępić, albo znosić. Kto tępi wadę, sprawia, że żona staje się bardziej uprzejma; kto znosi, siebie samego czyni lepszym”.

Nieszczęśni mężowie musieli podejmować heroiczny wysiłek wytrzymywania ze straszliwymi kobietami, które pojęli za żony.

oldwoman_mask

Niektórzy jednak chcieli sobie chociaż pomarzyć…

Marcjalis, Epigramaty 4,24:
Likoris przyjaciółki wszystkie pochowała,

Niechby i moja żona jej kumą została.

Gdzie kupić szpiega?

Czy Rzymianie znali detektywów? Na pewno nie było u nich takiego zawodu. Wszelkiej maści szpiedzy, donosiciele i informatorzy kręcili się jednak tu i tam, zdobywając informacje. Bardzo często za szpiegów służyli niewolnicy, których właściciele posyłali na zwiady w różnych sytuacjach. Niewolnik nie był dla nikogo osoba podejrzaną. Nikt go nie znał, a poza tym nie rzucał się w oczy. Na dodatek był zawsze pod ręką i nie trzeba go było specjalnie wynajmować. W jednej z komedii Plauta niewolnik Strobilus opisuje swoje zadania.

Plaut, Aulularia 605-607: On przysłał mnie tu na przeszpiegi, aby być świadkiem tego, co się tu zdarzy. Teraz, nie będąc podejrzanym, usiądę w tym świętym miejscu; będę patrzył, co robią, gdzie tylko będę mógł.

Nierzucanie się niewolników w oczy było zresztą dość skutecznie wykorzystywane. Szpiega wysyłanego do obozu nieprzyjaciela przebierano za niewolnika i tym sposobem nie budził on podejrzeń staży.

Frontinus, Strategmata 1,2,1. Scypion Afrykański, kiedy tylko nadarzyła się ku temu okazja wysłania poselstwa do Syfaksy, razem z Leliuszem kazał iść najlepszym trybunom i centurionom w roli niewolników i polecił im przyjrzenie się siłom króla. Oni bez ograniczeń mogli ustalić położenie obozów.

Tak czy siak dobry niewolnik mógł się przydać do zadań wywiadowczych. Tylko gdzie takich sprzedają? I za ile?

Mater semper certa est…

O ile tożsamość matki dziecka zwykle ustalić było łatwo (chociaż w świecie współczesnym i ta kwestia może rodzić wątpliwości), problematyczną od wieków kwestię stanowiło ojcostwo. Rzymianie poradzili sobie z tym, przyjmując fikcję prawną, która za ojca dziecka uznać kazała męża matki: pater est is, quem nuptiae demonstrant. Domniemanie to i w starożytności, i w prawie współczesnym zalicza się do praesumptiones iuris tantum, czyli domniemań wzruszalnych.

D. 1,6,6 (Ulpian w księdze dziewiątej Komentarza do Sabinusa): Synem określamy tego, który rodzi się z męża i żony. Ale – jeśli przyjmiemy, że męża nie było na przykład przez dziesięć lat, a kiedy wrócił, zastał w domu roczniaka – powinniśmy uznać opinię Iuliana, że nie jest on synem męża. Iulianus powiada jednak, że nie należy przyznać racji temu, kto, stale współżyjąc ze swoja żoną, nie chce uznać syna, jakby nie był on jego. Mnie natomiast wydaje się, co przyjmuje także Scaevola, że – jeśli wiadomo, iż mąż nie współżył z żoną z powodu choroby lub innej przyczyny, albo też pater familias cierpiał na taką przypadłość, iż nie mógł płodzić – ten, który urodził się w domu, nie jest synem, byleby tylko wiedzieli o tym sąsiedzi.

Według Ulpiana przeciwdowód mogła stanowić długa nieobecność męża lub jego bezpłodność. Małżonek mógł się też powołać na to, że z jakiegoś powodu z żoną przez długi czas nie współżył. Powinien jednak być w stanie jakoś to wykazać, na przykład przedstawiając zeznania świadków. Trzeba przyjąć, że istnienie trwałego pożycia między małżonkami w zasadzie uniemożliwiało obalenie domniemania ojcostwa, chyba że mąż wykazałby cudzołóstwo żony.

Philogelos 98: Napotkany znajomy mówi do mędrka: Cieszę się wraz z tobą, że urodził ci się syn.  Na to mędrek: To wy, przyjaciele, to sprawiliście.

Najwyraźniej dla niektórych domniemania były mało istotne…

Smrodek z pralni

W rzymskich kamienicach na parterze znajdowały się sklepy i warsztaty usługowe. Mieszkający nad nimi lokatorzy musieli znosić wiążące się z tym hałasy i inne niedogodności. Na przykład smród. Skąd? Na przykład z foluszni, czyli zakładu, w którym czyszczono odzież. Jakie przykre zapachy mogła jednak generować pralnia?

Obraz1

Otóż środkiem, którego używano do wybielania, była uryna. Przedstawieni na fresku z Pompejów pracownicy zakładu ugniatają nogami ubrania moczące się w tym płynie…

Jak jednak pozyskiwano aż tyle uryny? Przed zakładami foluszników stały ogromne kadzie, z których mogli korzystać przechodnie, by sobie ulżyć.

Z tymi praktykami związane jest prawdopodobnie słynne powiedzenie Pecunia non olet („Pieniądz nie śmierdzi”).

Swetoniusz, Boski Wespazjan 23: Syn Tytus wypomniał mu [Wespazjanowi], że nawet na urynę nałożył podatek. Cesarz przyłożył mu do nosa pieniądze ściągnięte jako pierwsza rata, zapytując, „czy nie razi go zapach?” Na jego odpowiedź przeczącą rzekł: „A przecież to z uryny”. (przeł. J. Niemirska-Pliszczyńska)

Słynny podatek Wespazjana nie był zapewne pobierany od publicznych toalet, lecz właśnie od zakładów foluszniczych. 

Wybielające właściwości uryny były w każdym razie dobrze znane. Tak. A przy okazji – czym w Hiszpanii czyszczono zęby?

Moje – nie moje?

Umowa kupna-sprzedaży w prawie rzymskim miała charakter zobowiązujący: samo jej zawarcie nie powodowało przeniesienia własności rzeczy. Sprzedawca zobowiązywał się wydać nabywcy towar i zapewnić mu jego spokojne posiadanie, a kupujący musiał zapłacić cenę.

W praktyce dnia codziennego bardzo często obie te czynności prawne (sprzedaż oraz wydanie towaru i zapłata ceny) dochodziły do skutku prawie równocześnie. Klient na targowisku kupował, płacił i zabierał towar ze sobą. Wydanie rzeczy (traditio) mogło się wiązać z nabyciem przez kupującego jej własności, o ile towar należał to tzw. res nec mancipi. W przeciwnym razie, jak choćby w przypadku będących res mancipi niewolników, koni czy osłów, przeniesienie własności musiało się odbyć w sposób bardziej skomplikowany, chociażby w formie wymagającej obecności pięciu świadków i trzymającego wagę mancypacji. Przy codziennych transakcjach nie zawracano sobie raczej głowy takimi zawiłościami. Przeciętny Rzymianin był przekonany, że, jeśli coś kupił, nabyta rzecz stawała się jego.

Marcjalis, Epigramaty 2,20:

Paulus kupił wiersze, swoje wiersze recytuje Paulus.

Co bowiem kupisz, możesz zgodnie z prawem nazwać twoim.

Przewrotny epigramat Marcjalisa zasadza się właśnie na tym przekonaniu. Jeśli ktoś kupił utwór poetycki, to czy stał się on jego własnością, czy może go recytować jako swój, czy może podszywać się pod autora? Problem praw autorskich już dla Rzymian stanowił bolączkę.

A co z tymi, którzy kupują prace magisterskie?