Io Saturnalia!

Starożytni Rzymianie o tej porze roku radośnie świętowali Saturnalia, czyli obchodzili święto ku czci jednego z najtarszych bóstw italskich, utożsamianego z greckim Kronosem Saturna. Świątynia tego boga służyła zresztą Rzymianom za skarbiec państwowy i archiwum, w którym przechowywano teksty ustaw, a więc trzeba go było należycie uczcić.

Saturnalia to okres swawoli i swobody. Na ich czas ustawała wszelka działalność publiczna: nie odbywały się zgromadzenia ludowe, posiedzenia senatu, nie działały sądy. Choć raz w roku niewolnicy mogli się poczuć jak ludzie wolni. Pozwalano im ucztować z właścicielami, którzy niekiedy nawet usługiwali przy stołach. Na dodatek pozwalano im poczuć przedsmak swobody: mogli nosić stożkowate czapki – pillei – które zwykle dawano nowowyzwolonym jako symbol otrzymanej wolności. A  że czapki te w Saturnalia zakładało też wielu obywateli, różnice stanowe zupełnie nie były widoczne. Pokazać się w todze – to dopiero nietakt!

O ile zwykle hazard był w Rzymie surowo tępiony na mocy specjalnych ustaw (leges aleariae), to w czasie Saturnaliów do woli można było grać w kości, nie obawiając się kary. Edylowie, urzędnicy, którzy czuwali nad porządkiem w Mieście, w tym okresie przymykali oko na graczy.

Saturnalia to także czas prezentów! Podarunkiem mógł być również wiersz – xenium. O, taki na przykład:

Marcjalis, Epigramaty 6,24:
Z Charizjanem w rozpuście mierzyć się nie mogę,
On nawet w Saturnalia ubiera się w togę!