Memento mori

 

Triumf. Zwycięski wódz przeżywa jeden z najpiękniejszych dni swojego życia. Wszyscy go wielbią, tłum wiwatuje, nikt w tym dniu nie jest od niego lepszy. Nawet konsulowie zaproszeni na ucztę po uroczyści powinni odmówić, aby nie przyćmiewać chwały triumfatora. Człowiek, który stał się bogiem. 

Dla Rzymian – nie do pomyślenia. Chorzy na samą myśl o jedynowładztwie, nie mogli znieść ubóstwienia człowieka, nawet na jeden dzień. Triumfatora trzeba było sprowadzić na ziemię. Obok niego w rydwanie stał niewolnik, którego zadaniem było nieustanne mówienie mu do ucha: Memento mori – Pamiętaj, że umrzesz! Jesteś śmiertelny i nic tego nie zmieni. 

Śmierć. W antyku rzymskim – norma, nic nadzwyczajnego. Jednym z najsłynniejszych przedstawień jest poniższa mozaika z Pompejów, pierwotnie zdobiąca triclinium, czyli jadalnię, obecnie wystawiana w Muzeum Archoelogicznym w Neapolu. Zawsze kojarzyła mi się z triumfem właśnie, ale teraz widzę ją w nowym świetle.  

 

Pompeje, Memento mori

Plaut w komedii „Trzy grosze” (872):  „Tak samo biedak, jak i najbogatszy, podlega po śmierci spisowi nad Acherontem”. 

Wyznacznikiem pozycji człowieka w społeczeństwie rzymskim był cenzus, czyli wpis na listę obywateli, sporządzaną przez cenzorów. Wartość majątku decydowała o tym, do jakiej klasy i centurii ktoś trafi, a urodzenie – o tribus (dzielnicy), w jakiej się znajdzie. Do tego jeszcze cenzorzy, biorąc pod uwagę kryteria moralne – życie według obyczajów przodków lub wbrew nim – mogli dokonywać arbitrarnych przesunięć, stosując notę cenzorską. Status (caput) zależał zatem w dużej mierze od majątku. 

Co miał na myśli Plaut? Cenzus nad rzeką umarłych, Acherontem, nie opiera się na kryterium majątkowym. Wobec tego, co ostateczne, każdy jest równy. Biedak i bogacz położą na szali swoje życie, nie pieniądze. Śmierć zatem zaciera różnice: wolny czy niewolnik, senator czy proletariusz – przestaje to mieć znaczenie.

A że na tę akurat mozaikę patrzyli biesiadnicy w Pompejach? Ironia losu.

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie obrażaj cenzora!

Aulus Gellius, autor „Nocy attyckich”, z upodobaniem wyszukiwał informacje o powodach stosowania noty cenzorskiej, kary nakładanej przez urzędników, cieszących się wśród Rzymian okresu republiki ogromnym poważaniem. Cezorom przysługiwało uprawnienie do kontroli obyczajności (regimen morum), i stąd właśnie prawo karania za niezachowywanie obyczajów przodków.

Gell. 4,20:  „Wśród surowych decyzji cenzorów opisane są przykłady wyjątkowo srogiego rygoru. Jeden jest tego rodzaju: Cenzor przyjmował uroczystą przysięgę dotyczącą żon. Formuła była następująca: „Czy masz, zgodnie z twoim przekonaniem, żonę?”. Tym, który składał przysięgę, był pewien szyderca i złośliwiec zbyt skłonny do żartów. Ten, uznając to za miejsce dla opowiedzenia dowcipu, kiedy tak, jak było w zwyczaju, cenzor powiedział „Czy masz, zgodnie z twoim przekonaniem, żonę?”, rzekł: „Mam żonę ale nie, na Herkulesa, zgodnie z moim przekonaniem!”. Wówczas cenzor tego, kto niestosownie zażartował, przeniósł do grona aerarii i jako powód zapisał ten powiedziany przed sobą błazeński żart.”

Podstawową kompetencją cenzorów było przeprowadzanie spisu ludności, w czasie którego przyjmowali oni deklaracje obywateli odnośnie do ich majątków i rodzin. Polegało to na złożeniu przysięgi (iusiurandum), w czasie której cenzor zadawał pytania, na które składający deklarację odpowiadał. Jedno z takich pytań dotyczyło kwestii małżeńskich i brzmiało:  Ut tu ex animi tui sententia uxorem habes? Chodziło zatem o ustalenie, czy odpowiadający pozostaje w związku małżeńskim, przy czym zwrot ex animi sententia miał tu oznaczać „zgodnie z przekonaniem”, czyli według najlepszej wiedzy. Mógł on jednak znaczyć także tyle co „zgodnie z pragnieniem”. I tę dwuznaczność wykorzystał opisany przez Gelliusa żartowniś.

Kara zastosowana wobec niego polegała na zapisaniu go do centurii aerarii, której członkowie, w przeciwieństwie do pozostałych mieszkańców Italii, musieli płacić podatek (tributum). Do tego jeszcze nieszczęśnik stracił dobre imię, czyli doznał ignominia, co dla Rzymian, obsesyjnie budujących swój image, musiało stanowić poważną dolegliwość.

A zatem obrażony cenzor – mimo, że nie miał, jak na przykład konsul, asysty liktorów, gotowych wychłostać, a nawet skrócić o głowę tego, kto by go obraził – wcale nie był bezbronny. Jego godność musiała pozostać nienaruszona, a nota była bronią, której nie wahał się użyć.

Opisany urzędnik musiał być jednak wyjątkowo drażliwy i pozbawiony poczucia humoru. Kim był? Cóż – Katonem. A jak mawiał Waleriusz Maximus: „I cenzor, i Katon, podwójny przykład surowości!”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Szczerbaty niewolnik – towar wadliwy?

Niewolnik – człowiek czy rzecz? W świetle prawa rzymskiego stanowił przedmiot, a nie podmiot prawa. Ale juryści przyznawali, że według prawa natury wszyscy ludzie są wolni, a niewola jest instytucją prawa narodów, czyli wytworem samego człowieka. Te filozoficzne rozważania w żaden sposób nie zmieniały jednak tego, że niewolnicy byli jednym z najbardziej powszechnie kupowanych towarów i – jak w przypadku każdego innego przedmiotu umowy kupna-sprzedaży – ich jakość mogła być różna. 

Prawo miało zagwarantować nabywcy pewien poziom bezpieczeństwa przy dokonywaniu transakcji. Służył temu, między innymi, nałożony na sprzedawcę obowiązek poinformowania kupca o podstawowych cechach towaru, w tym o jego wadach fizycznych. Sprawujący jurysdykcję na targowiskach w Rzymie urzędnicy – edylowie kurulni – wprowadzili w swoim edykcie wymóg uprzedzenia kupującego o ewentualnych chorobach lub ułomnościch niewolnika, o tym, czy ma on skłonność do ucieczek lub włóczęgostwa, a także o ciążącej na nim odpowiedzialności za delikty (przestępstwa prawa prywatnego, np. kradzież). W razie ujawnienia wady, którą zbywca przemilczał, mogło dojść do odstąpienia od umowy lub do obniżenia ceny. 

Wśród jurystów rozgorzała dyskusja na temat różnicy między chorobą a ułomnością. Zastananawiali się nad wieloma przypadkami: ślepców, kastratów, bezpłodnych kobiet czy chorych umysłowo. Ich uwagę przykuła też kwestia uzębienia sprzedawanych niewolników. 

Gell. 4,2,12:  „Servius uznał, że od kupna tego, któremu brakuję zęba, można odstąpić, Labeo natomiast sądził, że nie jest to powód odstąpienia:  «Wielu bowiem»  rzekł  «brakuje jakiegoś zęba i z tego powodu wcale ludzie nie są bardziej chorzy, a zupełnie absurdalnym byłoby twierdzić, że ludzie nie rodzą się zdrowi, ponieważ zęby nie pojawiają się u niemowląt od razu»”. 

Gellius w „Nocach Attyckich” przytoczył opinie dwóch wybitnych jurystów. Sabinus uznawał brak zęba za wadę i powód odstąpienia od umowy, Labeo – przeciwnie – uważał, że to nie choroba i podawał przykład bezzębnych niemowląt. Fantastyczne rozwinięcie tej myśli znajduje się w justyniańskich Digestach:  

D. 21,1,11 (Paul. 11 ad Sab.):  „Ten, komu brakuje zęba, nie jest chory: dużej bowiem części ludzi brakuje jakiegoś zęba i nie są z tego powodu chorzy: zwłaszcza dlatego, że, ponieważ rodzimy się bez zębów, nie jesteśmy z tego powodu mniej zdrowi, dopóki nie pojawią się zęby: w przeciwnym razie żaden starzec nie byłby zdrowy”. 

A zatem: zajrzyj, kupcze w zęby! Dentes, o emptor, inspice!

 

 

 

 

 

 

 

 

Jeńcy piraccy – niewolni czy bezwolni?

Delos. Targ niewolników, jeden z największych w całym Śródziemnomorzu. Mnóstwo towaru, ogromny wybór, a przy tym potworny hałas, smród ludzkiego potu pomieszanego ze łzami nieszczęśników, i twarze – zakrzepłe w wyrazie niewyobrażalnego cierpienia albo puste i niewyrażające już niczego. Od tego, kto ich kupi, zależy ich przyszły los. Klienci to także laniści i stręczyciele. Ilu ze sprzedawanych trafi na arenę albo do lupanaru?

A jednak, nie wszyscy ci biedacy to niewolnicy. Wielu z nich to tak naprawdę ludzie wolni. Jak to możliwe?

Podstawowe sposoby powstania niewoli to pojmanie przez wrogów i urodzenie z matki niewolnicy. Oprócz tego według prawa rzymskiego niewolnikiem stawał się obywatel, który, ukończywszy 20 lat, pozwolił się sprzedać, aby oszukać nabywcę. Utrata wolności groziła też tym, którzy celowo nie poddali się cenzusowi oraz niewypłacalnym dłużnikom.

A kim byli sprzedawani na Delos? Wielu z nich nie miało szczęścia i podróżowali statkami, które zostały napadnięte przez piratów, lub też mieszkali w wioskach nadmorskich, które także często padały łupem morskich rabusiów. Byli zatem pirackimi jeńcami. Sęk w tym, że piraci to w sensie prawnym nie wrogowie. Prawdziwy wróg – hostis rei publicae – to tylko zorganizowana społeczność, przeciwko której Rzym toczył w właściwy sposób wypowiedzianą wojnę. Dlatego właśnie pojmanie przez piratów nie skutkowało utratą wolności, chociaż w praktyce sprzedawano takich jeńców. 

D. 49,15,19,2 (Paul. 16 ad Sabinum): Pojmani przez piratów lub zbójców pozostają wolni. 

D. 49,15,24 (Ulp. 1 inst.): Kto został pojmany przez piratów, nie staje się ich niewolnikiem. 

I jak to pogodzić? Potrzeba dowodu, najlepiej świadka, który potwierdzi fakt porwania. Takie rzeczy tylko u Plauta… W komedii „Punijczyk” Hanno, ojciec dwóch dziewcząt zabranych przez morskiego rozbójnika i sprzedanych stręczycielowi mówi ( Poen. w. 1000): 

„Twierdzę, że one obie są wolne i wolno urodzone, i że to moje córki!”

A może i do kogoś sprzedanego na Delos jako niewolnika los się uśmiechnął? 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Piraci a Rzymianie. Wojna? Mało. Prawo!

„Jakie statki są bardziej bezpieczne: handlowe czy wojenne? – Te wyciągnięte na brzeg…” – głosił jeden z najbardziej wyświechtanych starożytnych dowcipów. Morze stanowiło w oczach Greków i Rzymian żywioł niezwykle niebezpieczny, a żegluga wiązała się zawsze z ogromnym ryzykiem. Poza zagrożeniami o charakterze naturalnym na statki czyhali także piraci, którzy zuchwale poczynali sobie w basenie Morza Śródziemnego. Seneka Starszy (Contr. 1,2,8) pisał o nich: …piraci, ludzie bezlitośni, nieodróżniający dobra od zła, uprawiający rozbój jednocześnie na morzu i lądzie, dopuszczający się napadów przy użyciu broni; już z samego wyglądu okrutni, przyzwyczajeni do widoku ludzkiej krwi, noszący przy sobie sznury i łańcuchy do krępowania jeńców, ludzie, dla których zgwałcenie dziewicy byłoby czynem wręcz niewinnym wobec skali ich innych zbrodni. Charakterystyczną cechą morskich rabusiów była ich elastyczność. Napadów dokonywali i na morzu, i na lądzie, w przybrzeżnych portach i wioskach. Mieli też bazy lądowe położone w trudno dostępnych miejscach, co ułatwiało im odbudowanie potęgi po ewentualnej klęsce. Nazywano ich nawet amfibiami, przyrównując do stworzeń, które dobrze czują się i w wodzie, i poza nią.

Bezczelność piratów rosła stopniowo, by osiągnąć apogeum w I wieku p.n.e., u schyłku republiki, kiedy to dochodziło do ataków morskich rozbójników na porty italskie oraz do licznych porwań, wśród których najsłynniejsze było z pewnością uprowadzenie młodego Juliusza Cezara. Przyszły pogromca Galów zapłacił okup, a gdy tylko znalazł się na wolności, zebrał flotę, dopadł swoich prześladowców i wszystkich ukrzyżował.

Eskalacja morskiego rozboju zmusiła Rzym do podjęcia działań, z którymi dotąd zwlekano, być może ze względu na korzyści, jakie płynęły z handlu dostarczanymi przez piratów jeńcami. Szeroko zakrojonym akcjom militarnym towarzyszyły regulacje prawne. To zresztą dość symptomatyczne – właśnie Rzymianie dostrzegli potęgę prawa i uczynili z niego sztukę, odróżniając się tym samym od innych antycznych społeczeństw.

Rozwiązanie palącej kwestii znalazł nie kto inny, jak Cycero. Mówca podkreślał, że słuszną wojnę Rzym może toczyć jedynie wówczas, gdy została ona wypowiedziana społeczności uznawanej za wroga. W czasie takiej wojny wolno było zgodnie z prawem zabijać przeciwników, brać ich w niewolę oraz zawłaszczać ich mienie. Piratów nie uznawano natomiast za wrogów. Pojęcie to obejmowało bowiem jedynie państwa i zorganizowane społeczności. Cycero pisał (De off. 3,29,107-108): Pirata nie określa się bowiem jako zdrajcę, lecz jako wspólnego wroga wszystkich ludzi. W stosunkach z nim nie trzeba dotrzymywać ani wiary, ani przysięgi. Nie istniał zatem obowiązek zapłacenia okupu przyrzeczonego piratom w zamian za darowanie życia ani przestrzegania zawartych z nimi układów. Te rozważania stanowią podsumowanie cycerońskiej koncepcji piractwa, ukoronowanie jego wieloletnich prób zdefiniowania go i określenia statusu prawnego morskich rozbójników. Teoria Cycerona stała się zaczątkiem przepisów prawa międzynarodowego o współpracy państw w ściganiu niektórych przestępstw, czyli jurysdykcji uniwersalnej.

 

 

Rzymski mizoginizm i podatek od bycia kawalerem

„W wielu przepisach naszego prawa pozycja kobiet jest gorsza niż pozycja mężczyzn” – pisał jeden z czołowych rzymskich jurystów, Papinian (D. 1,5,9). I faktycznie, kobiety w Rzymie jeszcze w okresie republiki zwykle pozostawały pod władzą (ojcowską albo mężowską) lub opieką (tutelą) mężczyzn. Wyjaśniano to nieco pokrętnie, powołując się na kobiecą płochość i brak rozeznania (levitas animi), co nawet Gaius, autor „Instytucji”, uznał za powód mocno naciągany. Jako mężatka kobieta musiała pozostawać mężowi wierna, bo cudzołóstwo mogło się dla niej skończyć rozwodem, a nawet śmiercią. Zdradzenie kobiety przez męża było natomiast prawnie obojętne. Celny komentarz włożył w usta jednej ze swoich postaci komediopisarz Plaut („Kupiec” w. 817-828; przeł. G. Przychocki): 

„Twarde prawo, dalibóg krępuje kobietę,
I tak biedną ją czyni, jak nigdy mężczyznę!
Bo jeśli mąż w sekrecie przed swoją małżonką
Weźmie sobie kochankę, nic mu się nie stanie
Choć żona na to wpadnie: a jeśli by żona
Bez wiedzy swego męża, choć krok wyszła z domu
Już jest powód do skargi – mąż żonę wypędza.
Niechżeby dla obojga było jedno prawo.
Wszak żonie, gdy uczciwa, mąż jeden wystarczy:
Czemu jemu wystarczyć nie ma jedna żona?
A dalibóg, że gdyby, jak ją chcą, karano
Mężów za to rozwodem, gdy bez wiedzy żony
Biorą sobie kochankę – tak samo jak prawo
Żonę karze, jeżeli zawinia – tak więcej
Byłoby wyrzuconych mężów niż mężatek.” 

 

Mimo takiej swobody mężczyźni wcale nie kwapili się do małżeństwa, trzeba ich było siłą wręcz do niego przekonywać. Zadanie to często brali na siebie strażnicy moralności współobywateli, jedni najbardziej poważanych urzędników, cenzorzy. Jeden z nich wygłosił na ten temat mowę, którą przytoczył w swoich „Nocach attyckich” II-wieczny antykwarysta Aulus Gellius (1,6,2): 

„Gdyby dało się żyć bez żony, wszyscy trzymaliby się z dala od tej uciążliwości, skoro jednak natura tak to urządziła, że nie da się zbyt wygodnie żyć z żoną, ale bez niej nie da się żyć w ogóle, należy raczej kierować się trwałym dobrem niż chwilową przyjemnością.”

Inni cenzorzy nie ograniczali się do słów. Nakładali na kawalerów podatek (aes uxorium), uznając, że uchylają się od podstawowych obowiązków społecznych. Tak było w roku 403 p.n.e. 

Waleriusz Maximus 2,9,1: „Cenzorzy Kamillus i Postumiusz nakazali tym, którzy w stanie bezżennym doczekali starości dokonać wpłaty na rzecz skarbu państwa tytułem kary.”

I kogo tu żałować?