Czy jurysta musiał być poważny?

Osiągnięcia intelektualne rzymskich jurystów wydają się tak przytłaczające, że oni sami jawią się potomnym jako postacie posągowe i mało rzeczywiste. Czy Ulpianowi zdarzało się żartować? Nie do pomyślenia! 

Był jednak prawnik, który miał poczucie humoru: Aulus Cascellius, który żył na przełomie republiki i pryncypatu. W swoich kalamburach wykorzystywał on zwykle podwójne znaczenie danego słowa. 

Makrobiusz, Saturnalia  2,6,2: Kiedy jakiś kupiec zapytał Cascelliusa, w jaki sposób ma podzielić statek ze wspólnikiem, ten odparł podobno: „Jeśli podzielisz statek, to ani ty, ani twój wspólnik nie będziecie go mieli”. 

Słowo „dzielić” – łacińskie dividere – można oczywiście rozumieć dosłownie. Klient Cascelliusa chciał się jednak najwyraźniej poradzić w sprawie możliwości skorzystania z powództwa działowego. W przypadku spółki (societas) wspólnicy mogli zgodnie rozwiązać umowę. Do podziału majątku służyła actio communi dividundo, przy której rola sędziego polegała na przysądzeniu wspólnikom poszczególnych części tego majątku (adiudicatio). A co ze statkiem? Można sobie wyobrazić różne rozwiązania: jeden ze wspólników zatrzymuje go i spłaca drugiego w gotówce; statek zostaje sprzedany na licytacji i obaj dzielą się zyskiem. Inne pomysły? 

 

 

 

 

 

 

Strzeż się marcowych id!

2058 lat temu w Kurii Pompejusza zginął Cezar. Idy marcowe (15 marca) mają w związku z tym do dziś dość ponurą konotację. Śmierć Cezara, która miała zapoczątkować restaurację republiki, przypieczętowała tylko upadek ustroju, który dla Polibiusza stanowił ideał.

 

Pomijając jednak kwestie ustrojowe, po śmierci Cezara trzeba było otworzyć jego testament. 

Swetoniusz, Boski Juliusz 83 (tłum. J. Niemirska-Pliszczyńska): „Otworzono testament zamordowanego i przeczytano w domu Antoniusza. Ten testament napisał Cezar w czasie ostatnich idów wrześniowych (…) i złożył go u przewodniczącej westalek. (…) Ustanowił trzech spadkobierców w osobach wnuków swych sióstr: Gajusa Oktawiusza w trzech czwartych, Lucjusza Pinariusza i Kwintusa Pediusza w czwartej części pozostałej. Na samym końcu testamentu zaznaczył, że przyjmuje  Gajusa Oktawiusza do rodziny i że nadaje mu swoje nazwisko. Wielu spośród swych zabójców wymienił jako opiekunów prawnych swego syna, jeśliby mu się urodził. Decymusa Brutusa nawet umieścił wśród swych spadkobierców w drugiej linii. Ludowi zaś zapisał ogrody nad Tybrem do użytku publicznego, jak również trzysta sesterców na głowę.” 

Ostatnia wola Cezara została sporządzona w formie testamentu mancypacyjnego, spisana na pokrytych woskiem tabliczkach, właściwie opieczętowana i złożona u westalek. W pierwszej kolejności ustanowieni zostali spadkobiercy w częściach ułamkowych. Na wypadek, gdyby któryś z nich nie dożył otwarcia spadku lub nie chciał go przyjąć, Cezar ustanowił też substytutów (substitutio vulgaris). Swetoniusz wymienił jednego, ale z tekstu wynika, że było ich więcej.  Historyk pisał też o ustanowieniu opiekunów dla syna, który mógłby się jeszcze narodzić. Trzeba zatem przyjąć, że – skoro Cezar przewidywał taką możliwość – musiał też tego syna in spe wydziedziczyć. Dlaczego? Ponieważ w prawie rzymskim pominięcie syna, nawet pogrobowca, w testamencie skutkowało jego nieważnością. 

W testamencie znalazły się także legaty, czyli zapisy, które obciążały spadkobierców. Każdy obywatel otrzymał trzysta sesterców w legacie damnacyjnym. Natomiast ogrody nad Tybrem otrzymał lud publice, czyli jak się wydaje, Cezar zapisał je państwu, aby każdy miał do nich dostęp. 

Najbardziej tajemnicza jest wzmianka o nadaniu nazwiska i przyjęciu do rodziny Oktawiusza. Prawdopodobnie nie było to prawdziwe przysposobienie, a tylko nadanie prawa do noszenia nazwiska. Ale Oktawiusz i tak zbił na tym kapitał polityczny, bo wszystkich przekonał, że jest naprawdę synem Juliusza Cezara, synem Boskiego. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ani dnia bez testamentu

Katon żałował w życiu trzech rzeczy: że powierzył sekret swojej żonie, że zapłacił za podróż statkiem do miejsca, do którego mógł dojść, a także, że przez jeden dzień pozostawał bez testamentu (Plut., Cato 9,6).

To stwierdzenie pozwala domyślić się, jak wielką wagę Rzymianie przywiązywali do swojej ostatniej woli. Większość z nich starała się za wszelką cenę nie dopuścić do tego, by doszło do dziedziczenia beztestamentowego po nich.

Pierwsze rzymskie testamenty miały formę ustną, dopiero z czasem przeważać zaczęła forma pisemna.

Gellius, Noce attyckie 15,27 „Dowiedzieliśmy się bowiem, że istniały trzy rodzaje testamentów: jeden, który odbywał się na zgromadzeniach zwanych comitia calata w czasie wiecu ludu, drugi – w szyku bojowym, kiedy mężczyźni byli zwoływani do szyku, aby stoczyć bitwę, trzeci – przez przeniesienie własności majątku, do czego używano spiżu i wagi”.

Testament mancypacyjny, przy którym używano spiżu i wagi (per aes et libram) polegał na przeniesieniu własności majątku na zaufaną osobę (familiae emptor), która po śmierci testatora rozporządzała nim według jego woli zawartej w nuncupatio. I właśnie nuncupatio, pierwotnie ustna, z czasem zaczęła mieć formę pisemną. Taki testament spisywano na pokrytych woskiem tabliczkach (stąd nazwa testamentu – tabulae) i opatrywano pieczęciami siedmiu osób: pięciu świadków mancypacji, libripensa, który trzymał wagę, oraz familiae emptor.

Pieczęcie stanowiły zabezpieczenie, a dodatkowo jeszcze na tabliczkach pisano: dolus malus huic testamento abesto, czyli „niech zły zamiar pozostanie z dala od tego testamentu”. Ale kluczową kwestią było oddanie go w dobre ręce na przechowanie. Tę rolę spełniały doskonale westalki, kapłanki bogini Westy, strzegące jej świętego ognia.

Westalkom swoje testamenty powierzali nawet nasłynniejsi Rzymianie: Cezar, Antoniusz, August. Taką ostanią wolę uznawano za nienaruszalną.

A jednak, kiedy Oktawian szukał pretekstu do zerwania sojuszu z Antoniuszem, zabrał jego testament od westalek i odczytał go w senacie, podkreślając przede wszystkim, że jego kolega triumwir zażyczył sobie, by jego ciało po śmierci zostało przewiezione do Egiptu, do Kleopatry, a to takie sprzeczne ze wszystkim, co rzymskie. Cóż, pierwszym princepsem nie zostaje się legalnie, a już na pewno nie w sposób etyczny…