O chłoście, korkach ulicznych i bezsenności

Jednym z podstawowych przywilejów obywateli rzymskich była możliwość odwołania się od decyzji urzędnika, który chciał ich ukarać śmiercią, grzywną bądź chłostą, do zgromadzenia ludowego – ius provocationis. Komicja działały wówczas jak sąd, wydając wyrok, na mocy którego kara mogła zostać utrzymana bądź uchylona. Z czasem sam okrzyk: „Jestem obywatelem rzymskim!”, wystarczał, aby powstrzymać wykonanie kary. Z tego uprawnienia skorzystał na przykład św. Paweł. Apostoł oznajmił mającemu go wychłostać centurionowi, że jest obywatelem, co go uratowało (Dzieje apostolskie 22,25-29). 

Provocatio ad populum przez długi czas stanowiła filar wolności. Ale czy urzędnik, którego władza była przez nią ograniczona, nie mógł czuć się sfrustrowany? 

Philogelos 138 (przeł. J. Łanowski): Centurion sydoński, kiedy zobaczył, że woźnica przejeżdża wozem przez agorę, kazał go wychłostać. A kiedy tamten oświadczył: „Jestem obywatelem rzymskim i wedle prawa nie wolno poddać mnie chłoście!” – centurion kazał wybatożyć woły. 

Cóż – woły z pewnością nie miały obywatelstwa… 

A na marginesie: dlaczego nie wolno było wjechać wozem na rynek? Ruch kołowy zaczęto ograniczać w Rzymie już w końcowym okresie republiki. Stosowne przepisy zawierała Tabula Heracleensis. Wprowadzała ona zakaz wjeżdżania powozem na drogi w Rzymie w miejscach na stałe zamieszkałych po wschodzie słońca i przed dziesiątą godziną dnia. Wozy mogły zatem poruszać się po ulicach jedynie nocą. Stopniowo wprowadzano podobne regulacje w miastach italskich, a następnie także w prowincjach. Z pewnością obowiązywały one także w Sydonie, który był rzymską kolonią od III wieku. 

Wozy mogły więc jeździć po mieście tylko nocą. Juwenalis (Satyra 3,232-238) narzekał w związku z tym, że najczęstszą przyczyną śmierci w Rzymie była… bezsenność. Koła toczące się po bruku, przeklinający woźnice, nocne korki – koszmar! 

Edyl, prostytutka i dekret trybunów

Prostytucja była w Rzymie legalna. Zawsze. Nawet cesarze chrześcijańscy jej nie zakazywali. Podatki płacone przez nierządnice przynosiły państwu duże dochody. Nie zmienia to faktu, że prostytutki zaliczano do grona kobiet o fatalnej reputacji. Wiele z nich nie wybierało swojego losu, na przykład niewolnice sprzedawane stręczycielom. Czy miały one jakieś prawa?  

Aulus Gellius, „Noce attyckie” 4,14: „Kiedy czytaliśmy IX księgę Różnych spraw Ateiusa Capitona, która zatytułowana jest O sądach publicznych, zobaczyliśmy dekret trybunów pełen dawnej powagi. Dlatego go zapamiętaliśmy. Został on napisany z takiego powodu i w takich słowach: Aulus Hostilius Mancinus był edylem kurulnym. Oskarżył on prostytutkę Manilię przed zgromadzeniem ludowym o to, że z jej piętra został w niego w nocy rzucony kamień i pokazywał ranę od tego kamienia. Manilia odwołała się do trybunów plebejskich. Przed nimi powiedziała, że Mancinus przyszedł do jej kamienicy jako hulaka; nie chciała go wpuścić, ale – kiedy ten wdarł się siłą – został odparty kamieniami. Trybunowie postanowili w dekrecie, że edyla odparto zgodnie z prawem z tego miejsca, do którego nie godziło mu się przybyć w wieńcu; dlatego sprzeciwili się, by edyl zwołał zgromadzenie”.  Gellius opisał głośny zapewne swego czasu skandal: edyl został obrzucony kamieniami, które ciskano z mieszkania nierządnicy. Urzędnik wystąpił oczywiście z oskarżeniem publicznym, ale do procesu nie doszło ze wzgledu na weto trybunów plebejskich. Dlaczego pomogli? Otóż edyl mógł kontrolować lupanary, jako że był urzędnikiem odpowiedzialnym za porządek w mieście. Wszelkie przybytki, które stanowiły potencjalne zagrożenie znajdowały się pod kontrolą. Seneka nazwał je obrazowo: miejscami, które drżą przed edylem”.

lupanar

A zatem edyl z przytoczonej przez Gelliusa historii mógł pojawić się w lokalu prostytutki i żądać wpuszczenia? Tak, ale jako urzędnik, nie klient. Z dekretu trybunów wynika wyraźnie, że niepożądanego klienta nierządnica mogła nie wpuścić, a nawet – gdyby był nachalny – użyć siły, aby go wyrzucić. A zatem kobieta, i to kobieta postawiona najniżej w hierarchii społecznej, miała prawo do obrony własnej. W łeb natręta!