Nie śpij, bo kradną!

Jedna z najsłynniejszych inskrypcji nagrobnych głosi, że chociaż łaźnie, wino i Wenus niszczą nasze ciała, to jednak dzięki nim wiadomo, że się żyje. „Balnea, vina, Venus corrumpunt corpora nostra; sed vitam faciunt balnea, vina, Venus” (CIL VI 15258).

łażnia

Łaźnie pojawiały się wszędzie tam, gdzie Rzymianie, w najbardziej zapadłych nawet dziurach na rubieżach imperium. I każdy mógł z nich korzystać. Gorzej było wprawdzie nad nimi mieszkać, bo odgłosy nie należały do przyjemnych, na co uskarżał się Seneka („Listy moralne do Lucyliusza” 6,56,1-2), ale – tak czy siak – termy były symptomem cywilizacji. W łaziebnej szatni można było zostawić swoje rzeczy. Było to jednak nieco ryzykowne. W „Colloquia Monacensia” (10), późnoantycznej czytance do nauki łaciny, zachował się dialog, opisujący własnie wizytę w termach. Pan zwraca się do niewolnika: „Rozbierz mnie, zdejmij mi buty, złóż ubrania, służ dobrze, nie zasypiaj ze względu na złodziei!”. Problem był najwyraźniej poważny. Rabusie działali w zorganizowanych grupach i byli bardzo sprytni. 

D. 1,15,3,5 (Paul. de off. praef. vigil.): „Także przeciwko łaziebnym, którzy w łaźniach przyjmują odzież za opłatą, prefekt straży miejskiej został ustanowiony sędzią, aby sam rozstrzygał, jeśli dopuściliby się czegoś nieuczciwego przy strzeżeniu odzieży”.

Prefekt straży miejskiej był kompetentny w sprawach capsarii, czyli niewolników zajmujących się pilnowaniem odzieży osób korzystających z łaźni, którzy często byli w zmowie ze złodziejami (balnearii) i ułatwiali im dokonanie kradzieży.
Nie śpij!

Burza morska i testament

Podróż morska w starożytności zawsze wiązała się z ogromnym ryzykiem. Statkom zagrażały burze morskie, gwałtowne prądy, zdradliwe skały, piraci. Motyw burzy morskiej wszedł wraz z „Odyseją” do kanonu literatury, przetwarzany i imitowany przez wielu autorów. 

Ludzie lubią oswajać lęki. Jak? Śmiejąc się z nich. 

Philogelos 25: Mędrek płynął po morzu. Rozpętała się silna burza i niewolnicy jego zawodzili.     Nie płaczcie – powiada – wszystkich was w testamencie wyzwoliłem.  (tł. J. Łanowski)

wrak

Każda próba interpretacji psuje oczywiście dowcip, ale dla porządku trzeba odnotować, że nieszczęsny mędrek miał na myśli wyzwolenie testamentowe (manumissio testamentaria directa), które skutkowało uzyskaniem przez niewolnika wolności w chwili objęcia spadku przez dziedzica. Sapienti sat.