Żona a sandał, czyli rozwód z morałem

Słynny rzymski polityk, zwycięzca spod Pydny, Lucjusz Emiliusz Paulus rozwiódł się ze swoją pierwszą żoną, jak się wydaje, bez szczególnego powodu, mimo że ta urodziła mu wspaniałych synów (m.in. Scypiona). Plutarch, rozważając tę sprawę, przytoczył dość osobliwą anegdotę (Aem.Paul. 5,1-3): otóż pewien Rzymianin dokonał rozwodu, a przyjaciel zapytał go: „Czyż nie jest roztropna? czyż nie jest piękna? czyż nie jest płodna?”. W odpowiedzi rozwodnik zdjął sandał i powiedział: „Czyż nie jest jest ładny? czyż nie jest nowy? Ale tylko ja sam wiem, w którym miejscu mnie uwiera”. 

Nieoceniony Gellius (1,17,4) przekazał natomiast w Nocach attyckich fragment Satyry menippejskiej Warrona: „Wady żony należy albo likwidować, albo znosić. Kto likwiduje wadę, czyni żonę bardziej zgodną; kto znosi – siebie czyni lepszym”. 

Mizoginizm? Jaki mizoginizm?

Trybunowie przywiązani do Rzymu

Małe addendum do poprzedniego wpisu, czyli heureka… Być może. 

Otóż jurysta Labeo został wezwany przez trybunów za pośrednictwem posłańca (viator), ale na wezwanie się nie stawił, dowodząc, że trybunom, owszem, przysługiwało prawo zatrzymania obywatela, ale prawo wezwania go – już nie. Gellius (13,12,7-8) uznał zachowanie Labeona za bardzo lekkomyślne: skoro sam nie przybył do trybunów, mógł się zapewne spodziewać, że go aresztują. Dla zasady chociażby. 

Sęk jednak w tym, że Labeo był jednak dość inteligentnym człowiekiem. Gdzie jest zatem haczyk? 

Gellius napisał, że viator przybył po jurystę „in Gellianum”, a to zapewne jakaś posiadłość poza Rzymem (może Gallianum w Apulii?). Jeśli dodać do tego podaną przez Makrobiusza (Sat. 1,3,8) informację o zakazie opuszczania przez trybunów Rzymu na dłużej niż dobę, okazuje się, że być może Labeo uznał po prostu, że nie musi się stawiać na wezwanie, skoro trybunowie i tak go zatrzymać nie mogą, bo tak daleko nie wolno im pojechać. 

Smycz za krótka. 

Jak podpaść trybunom plebejskim

Powstanie urzędu trybuna plebejskiego datuje się na 494 rok p.n.e., kiedy to plebejusze po raz pierwszy uciekli się do secesji jako formy wywierania presji i domagania się od patrycjuszy realizacji swoich postulatów politycznych. Jednym z pierwszych trybunów miał być zresztą organizator secesji, niejaki Sicinius Bellutus.

Sicinius

Kompetencje trybunów były bardzo szerokie: byli osobiście nietykalni (sacrosancti), mogli wetować decyzje innych urzędników, zgromadzeń ludowych i senatu (intercessio), chronili obywateli, udzielając im pomocy (auxilium). Ze względu na ten ostatni obowiązek, nie mogli oddalać się od Rzymu nawet na jedną dobę (Macrob., Sat. 1,3,8), ich domy powinny być stale otwarte. W miejscu ich urzędowania, czyli w Basilica Porcia (Plut., Cato Min. 5,1), jeden z nich powinien być zawsze obecny.

Trybunom przysługiwało także prawo stosowania przymusu. Gellius (13,12) przytoczył ciekawą anegdotę, której bohaterem był jurysta Labeo. Pewna kobieta zgłosiła trybunom jakiś zarzut względem Labeona, w związku z czym został on przez nich wezwany za pośrednictwem posłańca (viator) ze swojej posiadłości. Prawnik oświadczył posłańcowi, że nie się stawi, ponieważ trybunom nie przysługuje prawo wzywania (vocatio), a jedynie prawo zatrzymania (prensio), w związku z czym mogą przybyć i go zabrać, ale nie mogą go przywoływać. Komentarz Gelliusa jest wyjątkowo celny:

Gell. 13,12,7-8: „Uważam, że Labeo nie udał się na wezwanie trybunów, wiedziony czczą pewnością siebie, skoro był człowiekiem prywatnym. Jakiż, u licha, miało bowiem sens nie chcieć  usłuchać wezwania tych, którzy, jak sam przyznał, mieli prawo zatrzymania? Kto bowiem zgodnie z prawem może zatrzymać, może i uwięzić.”

Oj, podpadło się…