Ty mojego, ja twojego… Jak (nie) zostać ojcobójcą

Jednym z najstraszliwszych przestępstw znanych Rzymianom było ojcobójstwo. Stosowany na jego okreslenie termin parricidium obejmował właściwie zabójstwo najbliższych krewnych: ojca, matki, dziadka, babci, rodzeństwa, a także patrona. Za popełnienie tej niewiarygodnej zbrodni groziła poena cullei - kara worka: winnego poddawano chłoście, a nastepnie zaszywano w skórzanym worze i wrzucano do rzeki lub morza. Za czasem w worze zaczęto dodatkowo umieszczać zwierzęta: psa, węża, małpę i koguta. 

Straszne. A strach, żeby go oswoić, warto wyśmiać… 

Philogelos 13 (tłum. J. Łanowski): 
Dwu mędrków uskarżało się przed sobą wzajemnie, że ich ojcowie tak długo żyją. Jeden powiada:
- Wiesz co? Uduśmy ich, każdy swojego!
- Uchowaj boże! – powiada drugi. – Jeszcze nas okrzyczą za ojcobójców. Za to, jeśli chcesz, ty wykończ mojego, a ja twojego.

 

Czy ten plan by zadziałał? Czy każdy z mędrków byłby winny zwykłego, niekwalifikowanego zabójstwa? Otóż nie! Przy parricidium liczył się bowiem zamiar - dolus malus. Skoro syn zaplanował zabicie ojca, to, nawet jeśli faktycznie morderstwa dokonał ktoś inny, powstałaby odpowiedzialnośc z tytułu parricidium (por. D. 48,9,1). Do worka!