Smrodek z pralni

W rzymskich kamienicach na parterze znajdowały się sklepy i warsztaty usługowe. Mieszkający nad nimi lokatorzy musieli znosić wiążące się z tym hałasy i inne niedogodności. Na przykład smród. Skąd? Na przykład z foluszni, czyli zakładu, w którym czyszczono odzież. Jakie przykre zapachy mogła jednak generować pralnia?

Obraz1

Otóż środkiem, którego używano do wybielania, była uryna. Przedstawieni na fresku z Pompejów pracownicy zakładu ugniatają nogami ubrania moczące się w tym płynie…

Jak jednak pozyskiwano aż tyle uryny? Przed zakładami foluszników stały ogromne kadzie, z których mogli korzystać przechodnie, by sobie ulżyć.

Z tymi praktykami związane jest prawdopodobnie słynne powiedzenie Pecunia non olet („Pieniądz nie śmierdzi”).

Swetoniusz, Boski Wespazjan 23: Syn Tytus wypomniał mu [Wespazjanowi], że nawet na urynę nałożył podatek. Cesarz przyłożył mu do nosa pieniądze ściągnięte jako pierwsza rata, zapytując, „czy nie razi go zapach?” Na jego odpowiedź przeczącą rzekł: „A przecież to z uryny”. (przeł. J. Niemirska-Pliszczyńska)

Słynny podatek Wespazjana nie był zapewne pobierany od publicznych toalet, lecz właśnie od zakładów foluszniczych. 

Wybielające właściwości uryny były w każdym razie dobrze znane. Tak. A przy okazji – czym w Hiszpanii czyszczono zęby?

Moje – nie moje?

Umowa kupna-sprzedaży w prawie rzymskim miała charakter zobowiązujący: samo jej zawarcie nie powodowało przeniesienia własności rzeczy. Sprzedawca zobowiązywał się wydać nabywcy towar i zapewnić mu jego spokojne posiadanie, a kupujący musiał zapłacić cenę.

W praktyce dnia codziennego bardzo często obie te czynności prawne (sprzedaż oraz wydanie towaru i zapłata ceny) dochodziły do skutku prawie równocześnie. Klient na targowisku kupował, płacił i zabierał towar ze sobą. Wydanie rzeczy (traditio) mogło się wiązać z nabyciem przez kupującego jej własności, o ile towar należał to tzw. res nec mancipi. W przeciwnym razie, jak choćby w przypadku będących res mancipi niewolników, koni czy osłów, przeniesienie własności musiało się odbyć w sposób bardziej skomplikowany, chociażby w formie wymagającej obecności pięciu świadków i trzymającego wagę mancypacji. Przy codziennych transakcjach nie zawracano sobie raczej głowy takimi zawiłościami. Przeciętny Rzymianin był przekonany, że, jeśli coś kupił, nabyta rzecz stawała się jego.

Marcjalis, Epigramaty 2,20:

Paulus kupił wiersze, swoje wiersze recytuje Paulus.

Co bowiem kupisz, możesz zgodnie z prawem nazwać twoim.

Przewrotny epigramat Marcjalisa zasadza się właśnie na tym przekonaniu. Jeśli ktoś kupił utwór poetycki, to czy stał się on jego własnością, czy może go recytować jako swój, czy może podszywać się pod autora? Problem praw autorskich już dla Rzymian stanowił bolączkę.

A co z tymi, którzy kupują prace magisterskie?

Wody, wody!

Zaopatrzenie Rzymu w wodę to jeden z najbardziej skomplikowanych problemów logistycznych, z jakimi mierzyć się musieli urzędnicy. Obowiązek ten nazywany jest „troską o wodę”: cura aquarum. W czasach republikańskich spoczywał on na cenzorach i edylach, w epoce cesarstwa natomiast na wyspecjalizowanych kuratorach.

Jednym z najbardziej rozpoznawalnych typów rzymskich budowli są oczywiście akwedukty. Chociaż myśląc o nich, mamy w pamięci spektakularne łuki, warto mieć świadomość, że większa część konstrukcji w rzeczywistości znajdowała się pod ziemią.

akweduktDo Rzymu biegło aż jedenaście akweduktów. Nie znaczy to jednak wcale, że każdy mieszkaniec miasta mógł liczyć na wodę bieżącą w domu. Wszyscy mogli korzystać z ulicznych studni i fontann, natomiast na podłączenie do wodociągu trzeba było mieć pozwolenie. Takie koncesje otrzymywali odpłatnie właściciele łaźni i pralni, a także zasłużeni obywatele, już bez opłat. Uprawnienia tych pierwszych były związane z zakładem usługowym i przechodziły na kolejnych właścicieli, w drugim natomiast przypadku miały charakter osobisty i nie były dziedziczne. Kradzież wody surowo karano. 

O pozwolenie (ius impetratae aquae) osoba prywatna mogła się ubiegać, składając wniosek u kompetentnego urzędnika. Można jednak sądzić, że w okresie pryncypatu cesarz także mógł podjąć stosowną decyzję.

Marcjalis, Epigramaty 9,18:

Mam, i obym miał długo pod twoim, Cezarze, zwierzchnictwem,

Małą posiadłość wiejską i niewielki dom w mieście.

Lecz wodę, którą daje spragnionym ogrodom,

Niesie z trudem z doliny zakrzywione koło.

Suchy dom skarży się, że nie odświeża go żaden deszczyk,

Chociaż w pobliżu szumi fontanna akweduktu Marcia.

Jeśli dasz, Auguście, wodę naszym penatom,

Będzie ona dla nas jak Kastalijski deszcz Jowisza.

Marcjalis, który dzięki patronatowi nad swoją poezją otrzymał posiadłość w Nomentum i dom na Kwirynale, skarżył się Domicjanowi na brak wody. W Rzymie miał jedynie dostęp do pobliskiej fontanny zasilanej z wodociągu Aqua Marcia. O pozwolenie na podłączenie się do tego właśnie akweduktu poeta prosi cesarza. Tak kunsztownemu wnioskowi trudno by było odmówić…

Pieniądze nie płoną

Rzym był nie tylko miastem luksusowych willi, świątyń, teatrów i akweduktów. U zarania naszej ery miał około miliona mieszkańców, którzy musieli się gdzieś pomieścić. Wielu mieszkało w kamienicach czynszowych, tzw. insulae, czyli „wyspach”: kilkupiętrowych budynkach bez udogodnień takich, jak woda bieżąca czy toaleta. Mieszkańcy tych bloków nie gotowali w domach – stołowali się w ulicznych barach. Pożary stanowiły bowiem jedno z największych zagrożeń. W wąskich uliczkach ogień mógł się rozprzestrzenić błyskawicznie.

Już w okresie republiki (III wiek p.n.e.) powołany został urząd tresviri nocturni (inaczej: tresviri capitales), których zadaniem było zapobieganie pożarom i ich gaszenie (por. Liv. 39,14,9). Valerius Maximus przywołał dwa przypadki związanych z zaniedbaniem tych obowiązków procesów: treswirów oskarżonych przez trybuna plebejskiego i skazanych przez zgromadzenie ludowe za zbyt późne przybycie do pożaru na Via Sacra (Val. Max. 8,1 damn. 5) oraz treswira skazanego za niedbałe obchodzenie posterunków (Val. Max. 8,1 damn. 6). Urzędników tych wspierała drużyna publicznych niewolników. To jednak mało. Niektórzy obywatele zakładali drużyny prywatne. Przykładem może być Krassus, który zresztą zarabiał na pożarach krocie, wykupując za bezcen domy znajdujące się w rejonie pożogi i dopiero potem wysyłając ludzi do gaszenia ognia (Plut., Crass. 2).

Cesarz August powołał natomiast nowy urząd prefekta straży miejskiej (praefectus vigilum - por. D. 1,15), który stał na czele siedmiu kohort wigilów złożonych głównie z wyzwoleńców. Warto dodać, że ci spośród nich, którzy mieli status Latynów juniańskich, mogli dzięki służbie otrzymać obywatelstwo rzymskie.

Do obowiązków prefekta straży miejskiej należało patrolowanie miasta nocą, przy czym zapewne jego zadaniem była właściwie koordynacja patroli vigiles w ramach przydzielonych im okręgów, jako że rewir każdej kohorty obejmował dwie dzielnice. Wyposażenie patrolu obejmowało wiadra i topory (por. Petr., Sat. 78). W razie pożaru sięgano również po inny sprzęt. Ogień gaszono używając pompy zwanej sipho, której wynalazcą był Ktesibios z Aleksandrii (por. Vitruv. 10,7 – Ctesibica machina). Pompę gaśniczą wynalazł także Heron z Aleksandrii.

Kreta _043

Wszystko to nie zmienia faktu, że pożary nadal stanowiły zmorę mieszkańców Rzymu.

Marcjalis, Epigramaty 3,52:

Kupiłeś, Tongilianie, dom sobie za dwieście,

zniszczyło go zdarzenie nazbyt częste w mieście.

Zebrało się dziesięćkroć. Pytam, Tongilianie,

czy pożar to nie twoje umyślne działanie?

 

Byli jednak i tacy, którzy, jak Krassus, na pożarach zbijali majątek. Opisany przez Marcjalisa Tongilianus stracił dom wart dwieście tysięcy sesterców, ale zebrał – zapewne z darów przyjaciół i bliskich – dziesięć razy tyle. Złośliwy poeta uznał, że taki przelicznik sugeruje celowe podpalenie. Kto wie?

Tu nie sikać!

Wśród porządkowo-sanitarnych regulacji Ustawy XII Tablic był przepis dotyczący zakazu grzebania i palenia zwłok w obrębie Rzymu (tablica 10,1). To dlatego nekropolie znajdowały się przy drogach wyjazdowych z miasta. Wzdłuż słynnej Via Appia i innych szlaków ciągnęły się grobowce, często bardzo wyszukane i luksusowe.

Miejsca pochówku stanowiły dla Rzymian rzeczy otoczone czcią w związku ze złożeniem w nich zwłok lub prochów (res religiosae). Prawo rzymskie znało skargę, która mogła być zastosowana w przypadku naruszenia grobu – actio sepulchri violati. Jeśli nie wniosły jej dzieci lub inni spadkobiercy zmarłego, stawała się popularna, czyli wystąpić z nią mógł każdy. Cóż – w końcu sam zainteresowany nie mógł się bronić…

A przynajmniej tak mogłoby się wydawać, bo – owszem – próby były. Jednym z wymienianych dość często problemów związanych z naruszeniami grobów było załatwianie na nich potrzeb fizjologicznych. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, skoro przy drodze więcej było grobowców niż krzaków.

Petroniusz, Satyrykon 71,8: Ustanowię jednego z moich wyzwoleńców strażnikiem mojego grobu, żeby na mój nagrobek ludzie nie biegali się wypróżniać.

Słynny bohater awanturniczej powieści Petroniusza, pławiący się w luksusie Trymalchion chciał koniecznie utrzymać miejsce swojego spoczynku w czystości. Wyzwoleniec mieszkający w nekropolii to jednak przesada.Czy jest inny sposób?

gróbPowyższy nagrobek zawiera piękne epitafium dla dobrej żony Iulii Feliculi i jej syna. Podniosły styl pierwszej części inskrypcji, z odwołaniem do „bogów manów”, zakłóca jednak część druga:

CIL VI, 2357: Kości pogrzebanego człowieka cię proszą, abyś na ten grób nie sikał.

Kościom się nie odmawia. A już na pewno, jeśli się jest hazardzistą. Albo Cezarem…