Smrodek z pralni

W rzymskich kamienicach na parterze znajdowały się sklepy i warsztaty usługowe. Mieszkający nad nimi lokatorzy musieli znosić wiążące się z tym hałasy i inne niedogodności. Na przykład smród. Skąd? Na przykład z foluszni, czyli zakładu, w którym czyszczono odzież. Jakie przykre zapachy mogła jednak generować pralnia?

Obraz1

Otóż środkiem, którego używano do wybielania, była uryna. Przedstawieni na fresku z Pompejów pracownicy zakładu ugniatają nogami ubrania moczące się w tym płynie…

Jak jednak pozyskiwano aż tyle uryny? Przed zakładami foluszników stały ogromne kadzie, z których mogli korzystać przechodnie, by sobie ulżyć.

Z tymi praktykami związane jest prawdopodobnie słynne powiedzenie Pecunia non olet („Pieniądz nie śmierdzi”).

Swetoniusz, Boski Wespazjan 23: Syn Tytus wypomniał mu [Wespazjanowi], że nawet na urynę nałożył podatek. Cesarz przyłożył mu do nosa pieniądze ściągnięte jako pierwsza rata, zapytując, „czy nie razi go zapach?” Na jego odpowiedź przeczącą rzekł: „A przecież to z uryny”. (przeł. J. Niemirska-Pliszczyńska)

Słynny podatek Wespazjana nie był zapewne pobierany od publicznych toalet, lecz właśnie od zakładów foluszniczych. 

Wybielające właściwości uryny były w każdym razie dobrze znane. Tak. A przy okazji – czym w Hiszpanii czyszczono zęby?

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.