Moje – nie moje?

Umowa kupna-sprzedaży w prawie rzymskim miała charakter zobowiązujący: samo jej zawarcie nie powodowało przeniesienia własności rzeczy. Sprzedawca zobowiązywał się wydać nabywcy towar i zapewnić mu jego spokojne posiadanie, a kupujący musiał zapłacić cenę.

W praktyce dnia codziennego bardzo często obie te czynności prawne (sprzedaż oraz wydanie towaru i zapłata ceny) dochodziły do skutku prawie równocześnie. Klient na targowisku kupował, płacił i zabierał towar ze sobą. Wydanie rzeczy (traditio) mogło się wiązać z nabyciem przez kupującego jej własności, o ile towar należał to tzw. res nec mancipi. W przeciwnym razie, jak choćby w przypadku będących res mancipi niewolników, koni czy osłów, przeniesienie własności musiało się odbyć w sposób bardziej skomplikowany, chociażby w formie wymagającej obecności pięciu świadków i trzymającego wagę mancypacji. Przy codziennych transakcjach nie zawracano sobie raczej głowy takimi zawiłościami. Przeciętny Rzymianin był przekonany, że, jeśli coś kupił, nabyta rzecz stawała się jego.

Marcjalis, Epigramaty 2,20:

Paulus kupił wiersze, swoje wiersze recytuje Paulus.

Co bowiem kupisz, możesz zgodnie z prawem nazwać twoim.

Przewrotny epigramat Marcjalisa zasadza się właśnie na tym przekonaniu. Jeśli ktoś kupił utwór poetycki, to czy stał się on jego własnością, czy może go recytować jako swój, czy może podszywać się pod autora? Problem praw autorskich już dla Rzymian stanowił bolączkę.

A co z tymi, którzy kupują prace magisterskie?

Wody, wody!

Zaopatrzenie Rzymu w wodę to jeden z najbardziej skomplikowanych problemów logistycznych, z jakimi mierzyć się musieli urzędnicy. Obowiązek ten nazywany jest „troską o wodę”: cura aquarum. W czasach republikańskich spoczywał on na cenzorach i edylach, w epoce cesarstwa natomiast na wyspecjalizowanych kuratorach.

Jednym z najbardziej rozpoznawalnych typów rzymskich budowli są oczywiście akwedukty. Chociaż myśląc o nich, mamy w pamięci spektakularne łuki, warto mieć świadomość, że większa część konstrukcji w rzeczywistości znajdowała się pod ziemią.

akweduktDo Rzymu biegło aż jedenaście akweduktów. Nie znaczy to jednak wcale, że każdy mieszkaniec miasta mógł liczyć na wodę bieżącą w domu. Wszyscy mogli korzystać z ulicznych studni i fontann, natomiast na podłączenie do wodociągu trzeba było mieć pozwolenie. Takie koncesje otrzymywali odpłatnie właściciele łaźni i pralni, a także zasłużeni obywatele, już bez opłat. Uprawnienia tych pierwszych były związane z zakładem usługowym i przechodziły na kolejnych właścicieli, w drugim natomiast przypadku miały charakter osobisty i nie były dziedziczne. Kradzież wody surowo karano. 

O pozwolenie (ius impetratae aquae) osoba prywatna mogła się ubiegać, składając wniosek u kompetentnego urzędnika. Można jednak sądzić, że w okresie pryncypatu cesarz także mógł podjąć stosowną decyzję.

Marcjalis, Epigramaty 9,18:

Mam, i obym miał długo pod twoim, Cezarze, zwierzchnictwem,

Małą posiadłość wiejską i niewielki dom w mieście.

Lecz wodę, którą daje spragnionym ogrodom,

Niesie z trudem z doliny zakrzywione koło.

Suchy dom skarży się, że nie odświeża go żaden deszczyk,

Chociaż w pobliżu szumi fontanna akweduktu Marcia.

Jeśli dasz, Auguście, wodę naszym penatom,

Będzie ona dla nas jak Kastalijski deszcz Jowisza.

Marcjalis, który dzięki patronatowi nad swoją poezją otrzymał posiadłość w Nomentum i dom na Kwirynale, skarżył się Domicjanowi na brak wody. W Rzymie miał jedynie dostęp do pobliskiej fontanny zasilanej z wodociągu Aqua Marcia. O pozwolenie na podłączenie się do tego właśnie akweduktu poeta prosi cesarza. Tak kunsztownemu wnioskowi trudno by było odmówić…

Pieniądze nie płoną

Rzym był nie tylko miastem luksusowych willi, świątyń, teatrów i akweduktów. U zarania naszej ery miał około miliona mieszkańców, którzy musieli się gdzieś pomieścić. Wielu mieszkało w kamienicach czynszowych, tzw. insulae, czyli „wyspach”: kilkupiętrowych budynkach bez udogodnień takich, jak woda bieżąca czy toaleta. Mieszkańcy tych bloków nie gotowali w domach – stołowali się w ulicznych barach. Pożary stanowiły bowiem jedno z największych zagrożeń. W wąskich uliczkach ogień mógł się rozprzestrzenić błyskawicznie.

Już w okresie republiki (III wiek p.n.e.) powołany został urząd tresviri nocturni (inaczej: tresviri capitales), których zadaniem było zapobieganie pożarom i ich gaszenie (por. Liv. 39,14,9). Valerius Maximus przywołał dwa przypadki związanych z zaniedbaniem tych obowiązków procesów: treswirów oskarżonych przez trybuna plebejskiego i skazanych przez zgromadzenie ludowe za zbyt późne przybycie do pożaru na Via Sacra (Val. Max. 8,1 damn. 5) oraz treswira skazanego za niedbałe obchodzenie posterunków (Val. Max. 8,1 damn. 6). Urzędników tych wspierała drużyna publicznych niewolników. To jednak mało. Niektórzy obywatele zakładali drużyny prywatne. Przykładem może być Krassus, który zresztą zarabiał na pożarach krocie, wykupując za bezcen domy znajdujące się w rejonie pożogi i dopiero potem wysyłając ludzi do gaszenia ognia (Plut., Crass. 2).

Cesarz August powołał natomiast nowy urząd prefekta straży miejskiej (praefectus vigilum - por. D. 1,15), który stał na czele siedmiu kohort wigilów złożonych głównie z wyzwoleńców. Warto dodać, że ci spośród nich, którzy mieli status Latynów juniańskich, mogli dzięki służbie otrzymać obywatelstwo rzymskie.

Do obowiązków prefekta straży miejskiej należało patrolowanie miasta nocą, przy czym zapewne jego zadaniem była właściwie koordynacja patroli vigiles w ramach przydzielonych im okręgów, jako że rewir każdej kohorty obejmował dwie dzielnice. Wyposażenie patrolu obejmowało wiadra i topory (por. Petr., Sat. 78). W razie pożaru sięgano również po inny sprzęt. Ogień gaszono używając pompy zwanej sipho, której wynalazcą był Ktesibios z Aleksandrii (por. Vitruv. 10,7 – Ctesibica machina). Pompę gaśniczą wynalazł także Heron z Aleksandrii.

Kreta _043

Wszystko to nie zmienia faktu, że pożary nadal stanowiły zmorę mieszkańców Rzymu.

Marcjalis, Epigramaty 3,52:

Kupiłeś, Tongilianie, dom sobie za dwieście,

zniszczyło go zdarzenie nazbyt częste w mieście.

Zebrało się dziesięćkroć. Pytam, Tongilianie,

czy pożar to nie twoje umyślne działanie?

 

Byli jednak i tacy, którzy, jak Krassus, na pożarach zbijali majątek. Opisany przez Marcjalisa Tongilianus stracił dom wart dwieście tysięcy sesterców, ale zebrał – zapewne z darów przyjaciół i bliskich – dziesięć razy tyle. Złośliwy poeta uznał, że taki przelicznik sugeruje celowe podpalenie. Kto wie?

Tu nie sikać!

Wśród porządkowo-sanitarnych regulacji Ustawy XII Tablic był przepis dotyczący zakazu grzebania i palenia zwłok w obrębie Rzymu (tablica 10,1). To dlatego nekropolie znajdowały się przy drogach wyjazdowych z miasta. Wzdłuż słynnej Via Appia i innych szlaków ciągnęły się grobowce, często bardzo wyszukane i luksusowe.

Miejsca pochówku stanowiły dla Rzymian rzeczy otoczone czcią w związku ze złożeniem w nich zwłok lub prochów (res religiosae). Prawo rzymskie znało skargę, która mogła być zastosowana w przypadku naruszenia grobu – actio sepulchri violati. Jeśli nie wniosły jej dzieci lub inni spadkobiercy zmarłego, stawała się popularna, czyli wystąpić z nią mógł każdy. Cóż – w końcu sam zainteresowany nie mógł się bronić…

A przynajmniej tak mogłoby się wydawać, bo – owszem – próby były. Jednym z wymienianych dość często problemów związanych z naruszeniami grobów było załatwianie na nich potrzeb fizjologicznych. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, skoro przy drodze więcej było grobowców niż krzaków.

Petroniusz, Satyrykon 71,8: Ustanowię jednego z moich wyzwoleńców strażnikiem mojego grobu, żeby na mój nagrobek ludzie nie biegali się wypróżniać.

Słynny bohater awanturniczej powieści Petroniusza, pławiący się w luksusie Trymalchion chciał koniecznie utrzymać miejsce swojego spoczynku w czystości. Wyzwoleniec mieszkający w nekropolii to jednak przesada.Czy jest inny sposób?

gróbPowyższy nagrobek zawiera piękne epitafium dla dobrej żony Iulii Feliculi i jej syna. Podniosły styl pierwszej części inskrypcji, z odwołaniem do „bogów manów”, zakłóca jednak część druga:

CIL VI, 2357: Kości pogrzebanego człowieka cię proszą, abyś na ten grób nie sikał.

Kościom się nie odmawia. A już na pewno, jeśli się jest hazardzistą. Albo Cezarem…

Mulier togata?

Toga to kwintesencja rzymskości. Czcigodni senatorowie, płomienni mówcy, surowi sędziowie, nieustępliwi posłowie Rzymu – wszyscy w togach. Ale kobieta? Nie! Rzymska matrona powinna być ubrana w skromną stolę.

D. 47,10,15,15 (Ulp. 72 ad ed.): Gdyby ktoś naprzykrzał się niezamężnym kobietom, to, jeśli były ubrane w stroje niewolnic, wydaje się, że mniej zawinił; o wiele mniej, jeśli kobiety byłyby ubrane w stroje prostytutek, a nie kobiet kobiet godnych szacunku. 

Ulpian zastanawiał nad problemem odpowiedzialności za zniewagę w przypadku naprzykrzania się kobiecie dobrych obyczajów. Użył terminu mater familias, który pierwotnie oznaczał kobietę pod władzą męża, potem jednak nabrał bardziej ogólnego znaczenia. Jurysta uznał, że wina sprawcy byłaby bardzo niewielka, gdyby kobieta ubrana była tak, jak prostytutka.

Właśnie prostytutki wyróżniały się strojem spośród innych kobiet. Nosiły togi, nie białe, jak mężczyźni, lecz kolorowe. Prawdopodobnie August zakazał im noszenia stoli po to, by łatwo było je można odróżnić od matron cieszących dobrą reputacją.

Marcjalis, Epigramaty 2,39:
Niesławnej kochance dajesz szkarłaty i fiolety.
Chcesz jej dać to, na co zasługuje? Poślij togę.

 

Marcjalis w dość brutalny sposób podsumował czyjś romans. Przyrównał kochankę do prostytutki, radząc adresatowi epigramatu, by posłał jej w prezencie strój licujący z jej obyczajami.

Co za dużo, to niezdrowo

Prostytucja była w starożytnym Rzymie legalna. Zawsze, nawet w czasach chrześcijańskich. Oczywiście osoby wykonujące ten zawód były pogardzane, prowadzono ich rejestr, a od czasów Kaliguli musiały płacić podatek. A jak patrzono na klientów?

Porfiriusz, Komentarz do Satyr Horacego 1,2: Słynny cenzor Marek Katon, kiedy zobaczył poważanego człowieka wychodzącego z domu publicznego, pochwalił go, uznając, że pożądanie powinno być pod kontrolą. Później jednak, kiedy zauważył, że ten człowiek często wychodzi z tego samego lupanaru, powiedział: “Młody człowieku, pochwaliłem cię za to, że przychodzisz tu od czasu do czasu, a nie za to, że tu mieszkasz”.

Sit modus in rebus.

Zastaw w zastępstwie

Zastaw stanowił zabezpieczenie wierzytelności, dając wierzycielowi gwarancję otrzymania zwrotu pożyczonej kwoty. Pożyczka jednak była w Rzymie traktowana w dużej mierze jako kontrakt przyjacielski, oparty na więzach amicitia. Jak rozumieć tę przyjaźń? Raczej nie jako uczucie, a raczej jako zespół więzów łączących dane osoby, które z jakichś powodów oddają sobie wzajemne przysługi. Czy przyjaciel powinien zatem żądać zastawu przy udzielaniu pożyczki?

Marcjalis, Epigramaty 12,25:
Kiedy cię proszę o pieniądze bez zastawu, mówisz: „nie mam”,
Ale gdy za mnie ręczy poletko, masz.
Dlaczego, Telesinusie, nie wierzysz mnie, staremu kumplowi,
A wierzysz mojej kapuście i drzewom?
Carus właśnie wniósł przeciw tobie oskarżenie: stawi się poletko.
Szukasz towarzysza na wygnanie: pojedzie poletko.

 

Zbulwersowany Marcjalis wyrzucał przyjacielowi, że ten zgodził się pożyczyć mu pieniądze jedynie pod zastaw gruntu. Uznał, że w takim razie to grunt będzie wypełniał wynikające z amicitia obowiązki. Wygląda na to, że Telesinus na wygnanie zabrał sporo kapusty…

Przejeść majątek

Rzymianie uważali, że marnotrawstwo było oznaką szaleństwa. Dlatego tym, którzy zaprzepaszczali odziedziczony po przodkach majątek (prodigi), zakazywano zarządu swoimi dobrami: mieli oni ograniczoną zdolność do czynności prawnych na mocy decyzji pretora (interdictio bonorum). Zupełnie inaczej traktowano ludzi hojnych: ci budzili uznanie, jeśli na przykład swoje pieniądze oddali, płacąc okup za osobę pojmaną przez wrogów. Wyjątkowo celnie z rozrzutnika, niejakiego Albidiusa, zakpił sobie Katon.

Makrobiusz, Saturnalia 2,2,4: „Przodkowie praktykowali składanie ofiary zwanej propter viam, czyli ‘z powodu drogi’. W związku z tym przyjął się zwyczaj, by to, co zostało uczty, było pochłaniane przez ogień. Stąd wziął się żart Katona. Mówił on bowiem, że niejaki Albidius, który przejadł swój majątek, a ostatnio stracił w pożarze dom, który mu pozostał, zrobił to ‘z powodu drogi’: to, czego nie mógł przejeść, spalił”.

Zwyczaj składania ofiary propter viam był zapewne spowodowany ekonomią podróży. Resztki jedzenia trzeba było spalić, bo branie ich ze sobą było kłopotliwe. A przy okazji można się było przypodobać bóstwom.

Pechowy Albidius nie był raczej formalnie uznany za marnotrawcę, ale w opinii współobywateli zasługiwał na to miano. I dlatego, mimo że stał się ofiarą pożaru, zamiast współczucia dostał szyderstwa.

Male nostro iure uti non debemus.

Prosto w serce

Zaręczyny (sponsalia) były w Rzymie mało romantycznym wydarzeniem. W okresie republikańskim ojciec przyszłej narzeczonej zawierał z zięciem in spe kontrakt werbalny: podwójną sponsio, polegającą na wymianie pytań i odpowiedzi.

Plaut., Trinummus 1157-1158: Czy przyrzekasz dać mi swoją córkę za żonę? Przyrzekam. 

Według Gelliusa (4,4,2) za zerwanie zaręczyn groziła kara, której wysokość ustalał sędzia powołany do rozstrzygnięcia sporu. Czysty pragmatyzm.

Nieco mniej przyziemnie prezentuje się zwyczaj dawania narzeczonej pierścienia. Według zwyczaju noszony był on na serdecznym palcu lewej ręki, skąd, jak twierdzono (Gell. 10,10), biegł delikatny nerw aż do samego serca. Może to było lekarstwo na małżeństwa aranżowane? Dam ci pierścionek, a ty mnie pokochasz? O święta naiwności!

 

Zagadka sfinksa

Mówcy sądowi w starożytnym Rzymie działali często na podstawie zlecenia klienta. Kontrakt ten, zwany mandatum, był czynnością prawną nieodpłatną. Zleceniobiorca, w tym przypadku adwokat, nie był uprawniony do domagania się żadnego honorarium za wykonanie zlecenia, natomiast nierzadko zdarzało się, że jakieś wynagrodzenie jednak otrzymywał.

Jak choćby Hortenzjusz, słynny orator, starszy od Cycerona, będący też jego częstym przeciwnikiem w procesach. Tak było również w sprawie w roku 70 p.n.e., w której Cycero był, nietypowo dla siebie, oskarżycielem, a mianowicie w procesie skorumpowanego namiestnika Sycylii, Werresa. Młody Arpinata miał przed sobą trudne zadanie. Adwokaci Werresa, z Hortenzjuszem na czele, próbowali przeciągać postępowanie aż do czasu zmiany na stanowisku pretora przewodniczącego trybunałowi karnemu. Dlatego Cycero, zamiast wygłaszać długą mowę, ograniczył się do powołania świadków. Hortenzjusz próbował twierdzić, że ich zeznania są nieistotne, mówiąc: „Nie rozumiem tych zagadek”, na co Arpinata odpowiedział: „A powinieneś, skoro masz w domu sfinksa”.

Otóż Hortenzjusz dostał od swojego klienta cenną rzeźbę, sfinksa właśnie. Czy było to honorarium za wykonanie zlecenia? Niekoniecznie, ponieważ mówca nie spełnił jeszcze swojego świadczenia. Może zatem łapówka?