Rekordowy konsulat

Jeśli chce się mieć władzę, trzeba sobie zapewnić poparcie. Wiedział o tym dobrze Cezar, który rozdawał na prawo i lewo urzędy, aby zaskarbić sobie wdzięczność wpływowych osób. Żeby jak najwięcej ludzi zmieścić na stołku (czy raczej krześle kurulnym) konsula, wykorzystywał każdą nadarzającą się sposobność.

Ostatniego dnia grudnia 45 roku p.n.e. zmarł urzędujący konsul Kwintus Fabius Maximus. Cezar nie mógł przepuścić takiej sposobności. Przerwał trwające zgromadzenie trybusowe, podczas którego mieli zostać wybrani kwestorzy i zamiast tego zwołał comitia centuriata, doprowadzając do wyboru konsula na pozostałą część roku. Zaszczyt ten spotkał Caniniusa Rebilusa, jego legata z czasów wojny galijskiej. Został on consul suffectus, czyli urzędnikiem dobranym w czasie trwania kadencji.

Wydarzenie to opisał Cyceron w liście do Marka Kuriusza (Ad familiares 7,30): …ogłosił go konsulem o godzinie siódmej, aby był nim do Kalend styczniowych, które miały nastąpić nazajutrz. I tak wiedz, że za konsulatu Caniniusa nikt nie zjadł śniadania. Nie zdarzyło się natomiast za tego konsulatu nic złego: odznaczał się bowiem niezwykłą czujnością ten, który podczas konsulatu nie zaznał w ogóle snu.

Te słowa pobrzmiewały goryczą. Cezar mógł sobie pozwolić na wszystko. Cyceron napisał dalej, że na widok tego, co się działo, trudno było powstrzymać łzy. Natomiast później jego złośliwości zostały uznane za doskonałe dowcipy. Makrobiusz (Saturnalia 2,3,6), poza żartem o czujności Rebilusa, dodał jeszcze jedną kpinę Cycerona: nie wiadomo za czyjego konsulatu Caninius był konsulem. Plutarch (Żywot Cezara 58,3) natomiast napisał, jakoby Cyceron, czekając w kolejce do złożenia gratulacji, mówił: „Pospieszmy się, bo się jeszcze temu człowiekowi konsulat skończy!”.

Jeden dzień konsulatu… Chyba sam Caninius nie zdążył sobie uświadomić, co się wydarzyło. Ale są i plusy: nic nie wydał na kampanię wyborczą!